boby2pc

Temat: Co najgorszego może się stać
hahahahaha, u mnie byly same katastrofy!
Na poczatek:
- nagle ochlodzenie - szal futrzany kupowalam w srode (a w czwartek zaczynal sie
dlugi weekend)
- awantura u fryzjerki, ktora nie chciala mnie uczesac tak jak sobie zyczylam,
bo miala wlasna wizje
- kwiaciarnia zrobila niewlasciwy bukiet - mial byc z bialych roz, bialych
storczykow z rozowym srodkiem i konwalii. Roze wsadzila mi zolte, konwalii nie
dała, a na storczyku, ktory mialam miec wpiety we wlosy ktos z rodziny usiadl
(drugi kupowalam placzac ze zdenerwowania w czasie wizyty u fryzjerki, na
szczescie kwiaciarnia byla blisko)
- bukiet przed oltarz baba z kwiaciarni zrobila zupelnie niepodobny do takiego,
jaki wyslalam jej na wzor do skopiowania, zamiast wachlarza wyszla miotla, sama
bym lepszy zrobila
- tesciowie, ktorzy wiezli dekoracje, gdzies zgubili elementy wystroju
klecznika, w zwiazku z czym nie zostal udekorowany do konca i tiul smetnie zwisal


A potem napiecie juz tylko roslo.

- Dzien przed slubem ksiadz zmienil zdanie i nie pozwolil mi zdjac dekoracji
komunijnych, bo nastepnego dnia mial rocznice komunii. Co wiecej, cala moja
rodzina poparla ksiedza (mama byla zdania zeby nawet nie ruszac uschlych brzozek
z Bozego Ciala), wiec w kosciele mielismy awanture. Moja chrzestna stwierdzila,
ze robie cyrk, mama ze zamieszanie wieksze niz nie wiadomo jaka gwiazda, ciotka,
ze jak sciagne gigantyczny portret papieza na styropianie wysoki az do sufitu i
stojacy 3 metry od naszych krzesel to "nasz papież nie bedzie na moim slubie", a
szwagierka ze "ona tylko chciala zeby jej brat byl szczesliwy, ale teraz to ma
co do tego powazne watpliwosci" (i wyszla z kosciola). Ostatecznie "nasz papież"
jednak był na moim slubie - poprosilam fotografa, zeby robil zdjecia tak, by go
nie bylo widac

- W czasie mszy moj ojciec zrobił pokazowy numer własny (PR ku czci własnej
osoby) - szczegoly pominę

- wlasciciel sali ustawil stoly inaczej niz mial, w wyniku czego nie dalo sie
rozstawic wizytowek wg przygotowanej mapki usadzenia gosci

- 30 osob nie przyjechalo sposrod tych, ktorzy potwierdzili udzial

- zepsul sie autobus wiozacy gosci i 500 km jechali 12 godzin - przyjechali 30
minut przed slubem (do konca nie wiedzielismy, czy 30 osob z 70 dojedzie)

- dwie rodziny, na ktorych mi bardzo zalezalo, nie przyjechaly, bo ich
czlonkowie wyladowali nagle w szpitalu


I NAJLEPSZE:
- Na weselu przyjaciel tesciow wparowal na parkiet z harmonią (wiozl ja ze soba
specjalnie w tym celu 500 km), przewal wodzirejom i powiedzial, ze goscie maja z
nim spiewac, "bo inaczej oni zaczna grac" [dodam, ze grali swietnie]. Po czym
zaczal spiewac przez pol godziny przeboje biesiadne (szla dzieweczka, sokoly, my
cyganie, czarne oczy i cos tam jeszcze), po czym nagle wyjechal z piosenka,
ktorej refren leciał tak:

"Najlepszy środek na medny: szara maść, szara maść, szara maść!
Łagodzi bóle i swędy - szara maść, szara maść, szara maść!"

Jak w koncu nie wytrzymalismy i podziekowalismy mu już za występ to sie obrazil,
a razem z nim moj tesc i szwagierka, bo ich zdaniem gral ladnie i powinien grac
az mu sie znudzi. A z innych wesel wiemy, ze potrafi tak grac do rana [moje
wesele trwalo tylko 6 godzin].

Tak wiec przygotujcie sie na najgorsze

Ale i tak uwazam, ze mialam najpiekniejszy slub i wesele pod sloncem, i jestem
najszczesliwsza, bo mam najwspanialszego meza na ziemi

A zdjecia z tego szeregu katastrof mozecie sobie obejrzec na
www.perczynski.pl/klienci/ib


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,619,83308031,83308031,Co_najgorszego_moze_sie_stac.html



Temat: Komunia po najmniejszej linii oporu-czy to grzech?
2 lata temu miałam komunię w domu. W klasie tylko dwójka dzieci /mój i kolega/ z
dwudziestu kilku, nie była z tej okazji wplątana w siec komunii restauracyjnych
itp.
Obecni byli dziadkowie i chrzesni + rodzeństwo z rodzinami - łącznie 15 osób. Po
uroczystości w kościele były w domu całuski i zdjęcia, w tym czasie szykowaliśmy
obiad, po obiedzie tort, jeden i tak zostało pół i ciasta. I już. Nie było 15
razy podawania do stołu, bo po co? Miałam pięknie udekorowany dom, stół, było
bardzo elegancko, zdjęcia rodzinne, robione w domu tzw. amatorskie, na tle
ozdobionego kominka. Cały czas lał deszcz ale nikomu pogoda nie przeszkadzała.
Było kameralnie i rodzinnie, nawet jeśli były zgrzyty, zresztą jak zwykle coś
tam nie wyjdzie do końca tak jak sobie zaplanujemy, to zbytnio się tym nie
przejmowałam.
Uczestniczyłam w pomocy w przygotowaniu kościoła i całej organizacji komunii,
starałam się, aby ten dzień moje dziecko zapamietało jako przeżycie jak
najbardziej duchowe.
Poranne błogosławieństwo dziecka przez rodziców przed wyjściem do kościoła
zadziwiło wszystkich, bo nigdy nie było praktykowane w rodzinie mojego męża,
teściowa sama dołączyła kreśląc znak krzyża na czole wnuka.
Całość wypadła bardzo uroczyście, bo tak miało być. Cieszę się, że kotlety ,
sałatki i torty nie przesłoniły całości uroczystości. W tym roku mam drugą
komunię, chciałabym aby było podobnie, w domu i rodzinnie, bez niepotrzebnej
pompy. Szkoda nerwów i pieniędzy. A rodzina jak ma obgadać to i tak obgada, bez
względu na wszystko, nigdy nie dogodzi się wszystkim.
A propos prezentów, to poraziły mnie zasłyszane rozmowy przedkomunijne, ile to
chrzestny musi dać. My prosiliśmy o skromne potraktowanie sprawy, ale nie do
końca nam się to udało. Goście chcieli się pokazać, ot takie to nasze, polskie.
Teść wyskoczył z dużą kasą dla wnuka komunisty (bez sensu), więc dołożyliśmy się
i kupiliśmy komputer. Jednak jest coś co mnie szczególnie cieszy, syn pytany o
prezenty z okazji komunii wymienia pamiątki rodzinne otrzymane od moich
rodziców i aniołka od swojej chrzestnej /kuzynka ze strony męża/ . No i
komputer, ale ten dostali wszyscy komuniści, albo prawie wszyscy, więc się nie
liczy.
Tak na koniec, to pierwsze i główne pytanie zadawane na rozpoczęciu roku w
szkole przez rodziców: kiedy komunia, bo trzeba zamówić salę. Tylko, żeby to
załatwienie sali i jedzenia nie przesłoniło komunii jako sakramentu kościelnego,
bo myślę, że bez względu na miejsce organizacji poczęstunku można i trzeba
wszystko rozsądnie pogodzić.
Dane statystyczne: mieszkam w mieście wojewódzkim pow. 100tys, wykształcenie
wyższe, oboje z mężem na stanowiskach kierowniczych, priorytet życiowy: rodzina.
pozdr.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,46,30553161,30553161,Komunia_po_najmniejszej_linii_oporu_czy_to_grzech_.html